wtorek, 3 lipca 2018

Mundial - Polska vs. Kolumbia (Część III)

Dzień meczowy rozpoczęliśmy od zwiedzania. Początek meczu był o godzinie 21, dlatego też mieliśmy sporo czasu na poznanie Kazania. Po mieście staraliśmy się poruszać autobusami, które wyglądem przypominały stare "Jelcze", które kiedyś u nas jeździły po miastach (może jeszcze jeżdżą). Niestety przy 30+ stopniach te autobusy to tzw. puszki. Nie ma klimatyzacji i ukrop jest w nich straszny. W Kazaniu w każdym autobusie bilety opłacamy u pani biletowej. W większość przypadków była to starsza pani, z którą nie chcielibyście zadzierać. Przeszywała wzrokiem i zanim jeszcze znaleźliśmy miejsce do siedzenia, to już była gotowa przyjąć gotówkę za bilety. Przejazd autobusem kosztuje całe 25 RUB (1 PLN = 17 RUB). 

Największą atrakcją Kazania i całego regionu, czyli Tatarstanu, jest Kreml Kazański. Jest to historyczna cytadela, na której znajduje się przepiękny meczet Kul Szarif. Cały kompleks został niedawno wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Poza zwiedzaniem Kremlu, porobiliśmy sobie masę fotek z kibicami z całego świata. W jednym miejscu mieliśmy Polaków, Meksykanów, Brazylijczyków, Japończyków i oczywiście Kolumbijczyków. 

Kreml Kazański

Pod Kremlem zorganizowany był transport na Kazan Arena. Co minutę odjeżdżał nasz "Jelcz" zabierając rozśpiewaną grupę fanów. Niestety Kolumbijczycy stanowili większość i tutaj i musieliśmy słuchać ich przyśpiewek. Mieliśmy małą siłę rażenia :) 

W porównaniu z Mistrzostwami we Francji to Rosja miała dużo bardziej skrupulatne procedury bezpieczeństwa. Zaczynając od lotnisk i metra, gdzie jeszcze przed wejściem mieliśmy prześwietlane bagaże i torby. Na stadionie każdy był dokładnie sprawdzany, nawet nasze flagi były dokładnie przeglądane, czy nie zawierają jakichś obraźliwych haseł i czy nie są czasem zbyt duże. 

Z kibicami Kolumbii z Kazan Arena w tle.
I w końcu dotarliśmy na stadion. Już na miejscu zorientowaliśmy się, że ten nasz "polski" sektor nie jest jednak taki polski. Przed nami Rosjanie, za nami i po bokach wszędzie Kolumbijczycy. W czasie jak stadion zaczął się zapełniać było widać jak duża liczba fanów z Kolumbii przybyła na mecz. Przed meczem standardowo odśpiewaliśmy "Bałkanicę" i Hymn Polski i rozpoczęliśmy widowisko. 

Każdy kto widział mecz, wie co tam się stało. Takiego "piachu" to nie graliśmy dawno. Przez pierwsze 15 minut jeszcze coś tam nam się chciało i staraliśmy się grać. Ale mogło to też wynikać z tego, że Kolumbijczycy chcieli wyczekać nas i sprawdzić na co nas stać. Po 15 min zobaczyli, że my to grać nie potrafimy i ruszyli do przodu. Z bólem się na to wszystko patrzyło. Każde nasze przyjęcie piłki było strasznie toporne, piłka odskakiwała na 5m, podania wszystkie były do nikogo, na tak zwane "alibi". To wszystko musiało się skończyć przegraną i tak też się stało. Trzy bramki to i tak mały wymiar kary. Zasługiwaliśmy na większą przegraną...


Po meczu wymieniliśmy się szalikami z kibicami Kolumbii.
Po meczu wszyscy udaliśmy na miasto by a) pożegnać się z mundialem przy złotym trunku oraz b) aby pogratulować i zobaczyć jak bawi się Kolumbia. Fiesta trwała do białego rana. Tak też się zakończyła nasz przygoda na tym mundialu.

niedziela, 1 lipca 2018

Mundial - Dubaj + Kazań (Część II)

Część druga nastąpiła z lekkim opóźnieniem, a to wszystko przez bardzo aktywnie spędzone ostatnie dni wyjazdu. Dodatkowo standard hotelu w Rosji nie był najwyższy i nie pozwalał na znalezienie lobby z dostępem do internetu. 

W ostatni dzień, jaki mieliśmy spędzić w Dubaju, postanowiliśmy odwiedzić historyczną dzielnicę tego miasta - Al Fahidi. Byliśmy ciekawi co poza tymi ultranowoczesnymi i nowymi wieżowcami ma do zaoferowania Dubaj. I tutaj dopiero zobaczyliśmy taką architekturę jaką mogliśmy się spodziewać, gęste zabudowania, ciasne przejścia i wszystko w kolorze piasku. 



Wybraliśmy się łódką na drugą stronę Dubai Creek, gdzie znaleźliśmy lokalne targowisko. Przechodząc tam byliśmy dosłownie napastowani przez lokalnych handlarzy. Każdy chciał nam wcisnąć czy to perfumy (oczywiście oryginał sztuka!), torebki, przyprawy, koszulki i wszystko co mieli pod ręką. Moja dziewczyna za względu na latynoską urodę była dla nich 'Shakira' i wszędzie tak się do niej zwracali. Nie mieliśmy w planach nic specjalnego tam kupować i szybko wróciliśmy do Al-Fahidi, gdzie otwierali już lokal, który upatrzyłem sobie jeszcze przed wyjazdem - Local House. 

Jest to jedno z nielicznych miejsc gdzie można zasmakować mięsa z wielbłąda (w menu była jeszcze zebra, antylopa gnu oraz bawół). Dodatkowo można było zamówić mleczny koktajl z daktylami na bazie mleka z wielbłąda. Ja, jako wielbiciel wszystkiego, zamówiłem oczywiście obie pozycje. Mięso przypomina wołowinę, z tym że jest nieco twardsze. 


Solniczka i pieprzniczka wymiata :)
Nasz pobyt w Dubaju wspominam bardzo pozytywnie. Jest to niesamowite miejsce i polecam każdemu odwiedzić to miasto przyszłości. Kultura tego miejsce jest tak odmienna, że nic nie wydaje się tam normalne, ale za to ciekawe. To jak się ludzie ubierają, to jak się zachowują, jak spędzają wolny czas, to wszystko jest interesujące i warto zobaczenia na własne oczy. To miasto jest niezwykle czyste. Nie znajdziemy nigdzie śmieci na ulicy, ani gum do żucia przyklejonych do chodnika (żucie gumy jest zakazane w Emiratach Arabskich i grozi mandatem).

Kuchnia arabska jest niesamowita, obsługa w barach i restauracjach jest przemiła, a architektura Dubaju jest po prostu z innej planety. Burj Khalifa robi ogromne wrażenie, a już w budowie jest kolejny cud architektury Dubai Creek Tower. Ta wieża, która ma być oddana do użytku w 2020 roku, ma mieć wysokość 928 m i znajdować się będzie jedynie 8 km od Burj Khalifa. Następna wycieczka do Dubaju zatem już w 2020!

 Prosto z miasta ruszyliśmy na lotnisko, gdzie czekał na nas lot do Kazania. Lot trwał 5 godzin, a lecieliśmy liniami FlyDubai. Kiedy słyszy się nazwę linii, ma się w głowie luksusy arabskich linii lotnicznych. Nic z tych rzeczy. Standard FlyDubai jest podobny do, dobrze nam znanego, Ryanaira. Konstruktorzy siedzeń w samolocie zapomnieli, że ludzie mają nogi i przy moim wzroście (187 cm) po 30 minutach siedzenie sprawia ból.  W ciągu 5 godzinnego lotu, w cenie, nie ma wliczonej nawet wody do picia. Koniec końców dolecieliśmy do Kazania cali i zdrowi. Kazań przywitał nas 'chłodem' o temperaturze 30 stopni Celsjusza. Wyjeżdżając z Dubaju mieliśmy nadzieję na lekkie ochłodzenie w Rosji, ale nic się na to nie zanosiło. Przez cały nasz pobyt temperatura nie spadała poniżej 30 stopni.

Mundial w Rosji sprawił, iż ceny hoteli wystrzeliły w skali i osiągały niesamowite wartości na miesiące przed mistrzostwami. Podczas rezerwowania pokoju ciężko było znaleźć jakąkolwiek ofertę poniżej 200$ za pokój/noc. Wyszło na to, iż cenowo zapłaciliśmy podobną cenę za 5* hotel w Dubaju jak i za 1* hotel w Kazaniu. Nasz pokój był na poddaszu, bez klimatyzacji, bez przewiewu przy 45 stopniach w pokoju. Dramat, no ale nie narzekaliśmy bo przyjechaliśmy na trzy dni na mundial, a nie siedzieć w pokoju.

Zgadnijcie, który to ten w Rosji :)
Do Kazania przyjechaliśmy w przeddzień wielkiego meczu Polska - Kolumbia. Od razu po wypakowaniu się, udaliśmy się na Strefę Kibica. Razem zw wszystkimi kibicami obejrzeliśmy porażkę Niemców z Koreą. Już teraz zdaliśmy sobie sprawę, że tych Kolumbijczyków to coś jest tutaj bardzo dużo. Na samej strefie było ich z 5-6 razy więcej od nas. Po meczu Niemców, pomiędzy kibicami Kolumbii i Polski odbył się 'pojedynek' na przyśpiewki. Raz oni, raz my, oni głośno, my jeszcze głośniej, oni salsa, my 'labada'! I na koniec nastąpiła kurtuazyjna wymiana językowa, czyli my zaśpiewaliśmy im 'Hasta Luego, Colombia, Hasta Luego!. W obozie kolumbijskim nastała lekka konsternacja, ale dzięki Google Translate szybko nam odpowiedzieli 'Do widzenia!'




Wszystko oczywiście odbyło się w przyjaznej atmosferze. Porobiliśmy sobie wspólnie wiele zdjęć, wymieniliśmy się wrażeniami z Rosji i udaliśmy się do hoteli, aby być gotowym na główne wydarzenie tego wyjazdu!

Co ciekawe, to było to, iż w Kazaniu jasno już zaczęło się robić w okolicach 2 w nocy. Letnia noc trwa tam od godziny 21.30 do 2 w nocy! Myślałem, że to w Polsce mamy wczesny wschód Słońca bo w okolicach 3.30, a tu niespodzianka. Każda nasza 'noc' kończyła się tutaj już z Słońcem wysoko ponad horyzontem.

Galeria:

piątek, 22 czerwca 2018

Mundial - Dubaj (Część I)


Witam wszystkich na bliskim wschodzie! Po 14 godzinach lotu wreszcie dotarliśmy do Dubaju gdzie przywitał nas 35-stopniowy upał. Zawsze chciałem się przekonać o tych upałach, o których wszyscy straszą. I rzeczywiście , pogoda tutaj przypomina bycie na saunie parowej. Słońce parzy, swobodne oddychanie przychodzi z trudem. Spacer na zewnątrz jest wyzwaniem i po 30 min odechciewa się wszystkiego. Ze względu na wysokie temperatury Dubaj ma specjalne klimatyzowane tunele dla pieszych, aby nie musieć wychodzi na zewnątrz.


Przylecieliśmy do Dubaju o 21 i po zakwaterowaniu w hotelu, od razu ruszyliśmy w miasto rozpocząć nasze zwiedzanie. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich weekend to piątek-sobota, a niedziela jest za to pierwszym dniem pracującym. Mieliśmy to szczęście , ze akurat przylecieliśmy w czwartek wieczór, a wylatujemy w sobotę po południu .

Od raz po przyjeździe postanowiliśmy pojechaliśmy w okolice najwyższego budynku na świecie. Pierwszy szok kulturowy mieliśmy podczas jazdy metrem. Tutaj panie maja dla siebie wyznaczony przedział w pociągu, do którego panowie nie maja dostępu. Za przebywanie w przedziale dla kobiet grozi kara 100 AED (~100 PLN). 


W Dubaju nie można okazywać publicznie żadnych czułości względem płci pięknej. Nie można trzymać się za rękę, całować czy przytulać. Dodatkowo trzeba zadbać o konserwatywny ubiór. Należy zakrywać ramiona, dekolt oraz nogi (za kolano). Jestem pod wrażeniem ludzi tutaj ubiegających długie spodnie w takie upały. 

Udało nam się dotrzeć w końcu do Burj Khalifa. Powiem szczerze, że na codzień widzę masę wieżowców, ale żaden nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia jak Burj Khalifa. Swoimi rozmiarami odstaje od wszystkich budynków i w nocy jest niesamowicie oświetlony. Podczas mundialu w Rosji, za każdym razem kiedy padnie jakaś bramka, cały budynek oświetla się i pokazuje kto strzelił bramkę oraz aktualny wynik meczu.


Podczas szukania odpowiedniej pozycji do zrobienia zdjęcie udało nam się zamienić parę słów z lokalnymi mieszkańcami, ubranymi w ich tradycyjne stroje. Byli trochę nieśmiali przy robieniu zdjęć . Generalnie panowie chodzą tutaj w swoich męskich grupach i chyba dlatego zestresowali się jak chciałem z dziewczyną zrobić sobie z nimi zdjęcie .


Pierwszej nocy dopadł nas zespol nagłej zmiany strefy czasowej, czyli jetlag. Pomiędzy strefa czasowa Nowego Jorku i Dubaju jest 8 godzin różnicy . Jest to na tyle duża zmiana ze nie pozwoliła mi w ogóle na sen. Dlatego tez mój pierwszy dzień tutaj trwał dużo dłużej niż oczekiwałem . 

Jak juz się tutaj przylatuje to oczywiście nie można ominąć wejscia na Burj Khalifa. Punkt obserwacyjny znajduje sie na 125. oraz 124. pietrze i wejście kosztuje ok. 130 AED (~130 PLN) lub 190 AED w pakiecie z Dubai Aquarium. Jest jeszcze możliwość wjazdu na 145. piętro lecz niestety oplata była w okolicach 400 AED co wydawało się gruba przesada dla mnie. Parę ujęć z góry :




Piątek jest tutaj dniem wolnym i nie wszystko dzisiaj było otwarte. Na jutro mamy zaplanowane zwiedzanie części historycznej tego miasta. Czasu nie będzie zbyt dużo , bo juz o godzinie 14 mamy 5-godzinny lot do Kazania i tam juz zaczynamy nasza mundialową przygodę !

Galeria:

środa, 20 czerwca 2018

Czas na WAKACJE!

Za nami już pierwszy mecz na Mistrzostwach Świata. Niestety nie poszło nam najlepiej. Mówiąc żargonem piłkarskim - zagraliśmy totalny piach! No ale mistrzostwa nie kończą się na jednym meczu i mamy do rozegrania jeszcze dwa arcyważne spotkania. Kolejny już w niedzielę w Kazaniu z reprezentacją Kolumbii. I właśnie z tym meczem związane są moje tegoroczne wakacje. Już dzisiaj o godzinie 21 wyruszam w podróż do Rosji. 

Do Kazania podróż nie jest jednak taka łatwa. Lotnisko w Kazaniu ma mało bezpośrednich połączeń i dlatego przy kupowaniu lotów musiałem się nieźle nagimnastykować. Kazań ma bezpośrednie połączenia z Moskwą, Rygą, Helsinkami, Istambułem i Dubajem. Większość z tych miast odpadło ze względu na brak dalszych połączeń bezpośrednich z Nowym Jorkiem lub po prostu były za drogie (Moskwa). I tak pomyślałem, że może warto by było zostać na parę dni w Istambule lub Dubaju i potem polecieć na mecz do Rosji. Tak też zrobiłem. Wybór padł na 'miasto przyszłości', czyli Dubaj. 


Dzisiaj czeka mnie 14-godzinny lot do Dubaju (+8-godzinna zmiana czasu). Na miejscu będę do soboty, kiedy to udam się lotem do Kazania. Tam zamierzam pobyć aż do wtorkowej nocy i wrócić do Nowego Jorku w środę po południu. 

Głównym celem jest oczywiście mecz Polska - Kolumbia, ale poza tym zamierzam aktywnie spędzić czas i w samym Kazaniu jak i Dubaju i zwiedzić wszystko co oba miasta mają do zaoferowania. Oczywiście nie byłbym prawdziwym budowlańcem gdybym w plan podróży nie wpisał wejście na najwyższy budynek na świecie. Takie rzeczy po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy.

Podczas mojego wyjazdu zostałem poproszony o zdawanie kibicowskiej relacji dzień-po-dniu z Rosji dla strony internetowej Stali Mielec (www oraz Facebook). Jako 'specjalny wysłannik' będę się starał codziennie wrzucić parę zdjęć oraz opisać co się dzieje w Kazaniu. Wszystkie opisy czy to z Dubaju, czy też z Kazania znajdą się również u mnie na blogu.

No to czas się pakować i w drogę! Po zwycięstwo z Kolumbią!

czwartek, 14 czerwca 2018

Zapinamy pasy, rusza MUNDIAL!


Już dziś rozpoczyna się największa sportowa impreza tego roku, czyli Mundial w Rosji! Pierwszy raz w moim życiu muszę oglądać tego typu imprezę w kraju, w którym mało kto jest zainteresowany w ogóle piłką nożną. W dodatku USA nie zakwalifikowało się do Mistrzostw Świata co jeszcze bardziej obniża jakiekolwiek zainteresowanie tym wydarzeniem. W Stanach piłka nożna przegrywa z baseball'em, koszykówką czy futbolem amerykańskim...

Bycie fanem piłki nożnej w Nowym Jorku nie jest łatwe. Oglądanie meczów w ciągu tygodnia jest praktycznie nie możliwe, ponieważ mecze odbywają się w godzinach kiedy większość mieszkańców pracuje. Jedyna szansa to mecze weekendowe, ale za to trzeba przystosować się do oglądania meczów w południu. To, jak mało obchodzi nowojorczyków piłka nożna, miałem okazję zobaczyć podczas finału ligi mistrzów, które odbyło się 3 tygodnie temu. Gdybym nie poszedł do baru fanów Liverpoolu (Bar Carragher), gdzie były tłumy kibiców, to na ulicy nie zauważyłbym, że jakikolwiek mecz się właśnie odbywa.



Ostatnio zobaczyłem grafikę sprzedaży biletów na mundial do Rosji, gdzie, co mnie zdziwiło najbardziej, USA były na drugim miejscu (po Rosji) z największą ilością kupionych biletów na mecze mistrzostw. Zapewne większość z wyjeżdżających to imigranci, którzy jadą wspierać swoje własne reprezentacje. Tak samo w tym roku robię i ja. Już za tydzień wyruszam do Rosji, aby wspierać naszych w drugim meczu naszej reprezentacji (Polska - Kolumbia) w Kazaniu. Jeżeli ktoś z Was wybiera się do Kazania na mecz biało-czerwonych, to niech da znać!

Jeśli już jesteśmy w temacie Mistrzostw Świata, to dwa dni temu w Moskwie zdecydowano kto będzie organizatorem mundialu w 2026 roku. Wygrała łączona kandydatura USA & Meksyk & Kanada zostawiając w tyle kandydaturę Maroko. Nie wiem co ja będę robił i gdzie będę mieszkał w 2026 roku, ale wiem, że trzeba będzie przyjechać do USA na okres Mistrzostw Świata!

Mundial w 2026 będzie nieco inny od poprzednich. Liczba drużyn biorących udział powiększy się, z 32 do 48. Mistrzostwa będą trwały 34 dni, a do rozegrania będzie 80 meczów, z czego 60 odbędzie się w Stanach Zjednoczonych, a po 10 w Meksyku i Kanadzie. Finał odbędzie się na Met Life Stadium w New Jersey, znajdującym się jedynie 10 kilometrów od Manhattanu. Lista wszystkich miast biorących udział znajduje się poniżej:




Wracając do Mundialu to czas wywiesić flagę na zewnątrz i trzymać kciuki za Naszych! Do boju Biało-Czerwoni! POLSKA!

czwartek, 7 czerwca 2018

Wypłata w $$$ | Ile netto, ile brutto?


Istnieje wiele mitów na temat podatków w Stanach. Popularny pogląd jest taki, że w USA podatki są niskie, a wszystkie koszty związane, czy to z edukacją, czy służbą zdrowia są już naszym problemem. Pierwszą pracę w Nowym Jorku rozpocząłem już w lutym 2017 roku, jeszcze jako student, i pracuję do dnia dzisiejszego już jako pracownik na pełen etat. Chciałbym na swoim przykładzie przedstawić Wam ile i jakich podatków należy oczekiwać pracując w Nowym Jorku. Podkreślam, że wszystko dotyczy NY, ponieważ podatki różnią się w zależność od stanu, jak i poszczególnych miast, do czego później się odniosę. 

Zacznijmy od tego, iż paycheck otrzymuję w dwutygodniowym okresie rozliczeniowym. W pracach dorywczych i o najniższych zarobkach zazwyczaj otrzymuje się wypłatę w trybie tygodniowym. Przy każdej wypłacie można otrzymać czek, gotówkę lub przelew na konto osobiste w banku. Przy każdej wypłacie otrzymuję druczek z wypisanymi kwotami brutto, netto, wyszczególnionymi podatkami i ich wysokościami. Dodatkowo wypisane jest jaką kwotę podatku zapłaciłem już w sumie w danym roku kalendarzowym. Wszystko "czarne na białym". Co dwa tygodnie mam wgląd na to, ile z mojej wypłaty mi "ucieka" na podatki :) To ile, w takim razie, zostaje z paycheck'u (wypłaty) po odjęciu wszystkich podatków?

STUDENT

Tak jak i w Polsce, pracując w czasie studiów unikamy płacenia niektórych podatków. Jako student do zapłacenia (w 2017) miałem następujące podatki (effective tax):
  • Federal Income Tax - 10.45%
  • New York Income Tax - 3.63%
  • New York Disability - 0.1%
  • New York City Resident - 2.38%
Łącznie podatków mam 16.56%. A więc - wypłata netto wynosi 83.43%. 

FULL-TIME (Pełen etat)

Jak już przestałem być studentem, to do listy podatków musiałem dodać niektóre pozycje, oraz dołożyć składki emerytalne, zdrowotne itp. | * dodany w 2018r.

  • Federal Income Tax - 13.36%
  • New York Income Tax - 4.73%
  • New York Family Leave Insurance* - 0.13%
  • New York Disability - 0.045%
  • New York City Resident - 3.17%
  • Ubezpieczenie zdrowotne - 2.67%
  • 401k - 5%
Łącznie podatków mam 29.11%, w tym 5% które idzie na moją emeryturę. 401k to tzw. II filar, czyli prywatna emerytura. Pracodawcy często dokładają się od siebie do naszej emerytury np. moja firma dokłada 2.5% wypłaty. Suma summarum, wypłata netto wynosi 70.9%. 

Oczywiście wysokość podatków zależy od nieskończonej liczby czynników i te wartości są jedynie poglądowe. A jak to wygląda teraz w Polsce?

środa, 6 czerwca 2018

Życie PO STUDIACH!


Blog ColumbiaDream powstał z myślą o moich studiach na Columbia University. Chciałem jak najbardziej przybliżyć wszystkim czytelnikom studia w USA oraz program Fulbright. Do tego momentu ten blog prawie w całość był skupiony na tym. Jeśli pojawią się jakieś pytania, to śmiało piszcie do mnie, a ja postaram się Wam pomóc. Od teraz na blogu będę opisywał moje życie "po studiach". 

Wiele osób mnie pyta co ja tu jeszcze robię, czy pracuję, jeśli tak to jak długo, jaką wizę teraz mam itp. Przyjazd na wizie J-1 pozwala na pobyt w Stanach na okres studiów oraz na przedłużenie pobytu o max 18 miesięcy na praktyki (academic training - AT). Z tym, że długość praktyk jest zależna od długości studiowania. Czym dłużej studiujemy tym dłużej możemy zostać na praktykach. Jeżeli przyjechałem na 12-miesięczne studia, to mogę zostać do 12 miesięcy na academic training. Niestety, ale AT ma też swoją maksymalną długość i jest to 18 miesięcy. 

W moim przypadku, studia trwały 18 miesięcy i oficjalnie mógłbym zostać kolejne 18 miesięcy w Stanach. Tylko, że w czasie studiów zdecydowałem się robić wiosenne (3 miesiące) oraz letnie (3 miesiące) praktyki, i nie wiedzieć czemu rząd odlicza te 6 miesięcy od tych 18, o które mógłbym przedłużyć swój pobyt. Zamiast pracy w wakacje, mogłem leżeć do góry brzuchem, i wtedy mógłbym zostać 3 miesiące dłużej w Stanach... Koniec końców, moja wiza studencka obowiązuje do końca roku 2018, czyli została przedłużona o całe 12 miesięcy.