czwartek, 18 stycznia 2018

Rekrutacja i studia | Polska vs. Stany Zjednoczone | część I

Podczas mojego pobytu w Polsce często dyskutowałem z moimi znajomymi na temat systemu edukacji w Polsce, o jego plusach i minusach. Zaletą tego, że miałem okazję studiować w Hiszpanii i Stanach Zjednoczonych jest to, iż mam porównanie i wyraźniej widzę jakie błędy popełniane są u nas w kraju. Nie bez powodu nasze uczelnie otwierają czwartą setkę najlepszych uczelni na świecie, a te na zachodzie czy w USA są w Top 50. Wiele osób pytało mnie również jak się odnajduje wśród studentów, jaki jest poziom, jak "ciężko" mi jest? Postanowiłem więc, że opiszę nieco moje spostrzeżenia na temat różnic w rekrutacji i w samym studiowaniu w Polsce i w Stanach Zjednoczonych.


Kiedy rozważa się składanie aplikacji na najbardziej prestiżowe uczelnie na świecie to zawsze pojawia się to pytanie w głowie: czy ja się tam nadaje, czy moje osiągnięcie w ogóle coś tam znaczą? Pamiętam, jak dziś, jak wahałem się przez tygodnie czy jest w ogóle sens inwestowania pieniędzy w egzaminy, aplikacje itp. Nieraz byłem za aplikowaniem, a były dni kiedy kompletnie brakowało mi wiary w siebie. Na Columbia University wskaźnik przyjęć na studia to 4.8%. Selekcja jest naprawdę ostra i dostają się tylko najlepsi, ale to nie znaczy, że wszyscy są geniuszami w swoich dziedzinach. Na uczelni jest 31 tysięcy studentów i nie ma takiej możliwości, żeby wszyscy byli prymusami. Za to, na pewno, są osobami ambitnymi i o szerokich zainteresowaniach. W Polsce przy rekrutacji na studia poza wynikami z matury nie liczy się prawie nic innego. To, że w liceum poza szkołą ktoś rozwijał się w sporcie czy grał na instrumencie, czy pracował społecznie, czy nawet założył własną firmę, nie ma u nas żadnego znaczenia. I to, czy w ogóle mamy jakikolwiek pomysł na to, po co chcemy iść na wybraną uczelnię, też nie ma znaczenia. 

Popatrzmy teraz na tzw. "ludzi sukcesu". Rzadko kiedy mamy do czynienia z osobą, która jest geniuszem w swojej dziedzinie. Oczywiście jest to osoba bardzo mądra, inteligenta, ale też dodatkowo mega ambitna, zdecydowana, pewna siebie i dążąca do celu. I takich ludzi powinniśmy szukać i rekrutować na studia wyższe. U mnie na I roku studiów mieliśmy studentów ze 100% wynikami z matur, którzy nie mogli przejść na drugi semestr. A z drugiej strony mieliśmy studentów ze średnimi wynikami, którzy sobie bardzo dobrze radzili. Nasuwa się więc wniosek, iż sama wiedza nie decyduje o tym, kto będzie dobrym studentem.

W Polsce mamy ponad milion trzysta tysięcy studentów (!). 99% z nich pójdzie szukać pracy na rynku, gdzie poza wiedzą, trzeba też umiejętności miękkich, komunikacji, pracy w stresie, wielozadaniowości. Trzeba być po prostu "ogarniętym".  Ten 1 % zostanie na uczelni, i to właśnie powinni być ci studenci, którzy są geniuszami w swoich dziedzinach. 

Wspomniane 99% procent studentów w czasie studiów powinno mieć wszystko dostępne po to, aby móc dalej się rozwijać. Powinno mieć czas na zajęcia dodatkowe, na koła naukowe, na swój własny rozwój. Bo student, który ma 35h zajęć tygodniowo, od godziny 7 rano do 21 wieczorem, poza nauką nie ma na nic czasu. Uprawianie sportu w czasie studiów jest heroizmem, a nie przyjemnością i spełnianiem się. A to sport właśnie wyrabia u człowieka zawziętość, zdrową rywalizację, konsekwencję, wytrwałość itd.

I tutaj dochodzimy do momentu, w którym mogę wyjaśnić, jak to wygląda w Stanach i dlaczego powinniśmy z tego czerpać garściami. No to jak to w końcu jest tam w 'ju-es-ej'?

Zacznijmy od rekrutacji, gdzie za zadanie mamy napisać esej na temat "po co właściwie chcesz iść do nas na uczelnię". Wydaje się błahym pytaniem, ale jednak zmusza do przemyślenia swoich planów życiowych już na fazie wstępnej. Należy przecież coś sensownego napisać, co nie? Co chciałbyś osiągnąć poprzez studiowanie na uczelni X. Jakie masz plany po? Oczywiście, nie musi się to wszystko tak potoczyć jak napisałeś/aś, ale daje to już jakiś punkt odniesienia. Gwarantuje, że taki wymóg napisania eseju ograniczyłby liczbę aplikujących o kilkanaście procent. Ile to macie/mieliście znajomych, co na pytanie "co będziesz robił po studiach, lub, po co idziesz na te studia?", odpowiadają "nie wiem"? Nie wiedzieli, bo idąc na uczelnię nawet nie pomyśleli dobrze nad tym co chcą robić, a poszli "bo wszyscy idą".

Jak już dostaliśmy się na studia to czeka nas konfrontacja z planem zajęć. Liczba godzin dochodzi do 35h w tygodniu, porozbijanych "okienkami". Wychodzi na to, iż na uczelni spędzamy cały dzień, od godziny 7 do 21. Dla przykładu podaje poniżej plan zajęć z tego roku akademickiego. Studenci studiów magisterskich o specjalizacji Konstrukcje Betonowe mają w czwartki na 7 i mają 12 zajęć(!) z rzędu. Z uczelni wychodzą po 14(!) godzinach z mózgiem tak sfilcowanym, że trzeba dzwonić po rodziców, bo już nie wiedzą jak do domu trafić... :) Oczywiście przesadzam, ale jak można przyswajać wiedzę w taki sposób? Jak można się odpowiednio przygotować do każdych zajęć? Kiedy odrobić pracę domową? Kiedy zrobić "cokolwiek" innego? Pytania pozostawiam bez odpowiedzi..

Tak wiem, że inne grupy mają w tym czasie więcej wolnego, ale za to inne dni wyglądają podobnie.

Na Columbii jedne zajęcia trwają 3 godziny i często są powadzone przez więcej niż jednego prowadzącego. Najwcześniej przychodzi się na 8.30 (I stopień) i 10.00 (II stopień), a liczba zajęć wynosi ok. 20h tygodniowo.  Dużo czasu pozostaje na pracę własną, naukę i rozwijanie swoich pomysłów. Projekty i prace grupowe nie mają sztywno ustawionej tematyki, schematu czy wymagań. Liczy się kreatywność. Tak samo miałem z tematem mojej pracy magisterskiej. Nigdzie nie wisiała lista z tematami pracy. Wszystko należy samemu zrobić (z lekką pomocą promotora) i o tym jak trudne jest to zadanie przekonałem się na własnej skórze w tym roku. W Stanach dużo większa jest swoboda w nauce, ale też tylko i wyłącznie od Ciebie zależy ile się nauczysz. 

Podam przykład. Pisanie esejów czy referatów na jakikolwiek temat na politechnikach należy do rzadkości. W czasie inżynierki napisałem ich może z pięć łącznie. W czasie jednego roku na Columbii napisałem ich ok. 15. Każdy teki esej wymaga pójścia do biblioteki, spędzenia paru godzin na zgłębieniu wiedzy na dany temat i na końcu napisaniu o tym pracy. W czasie research'u dowiadujemy się 3x tyle ile tak naprawdę mamy do napisania w naszej pracy. Ale co przeczytane to nasze :). Z początku niechętnie podchodziłem do pisania esejów, ale zobaczyłem po czasie, jak efektywna jest to nauka.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach.
Koniec części I. 

niedziela, 14 stycznia 2018

Nowy Rok, Nowy Ja, Stary Nowy Jork

Ostatnie tygodnie nie byłem zbyt aktywny. Musiałem odpocząć od wszystkiego i spędzić trochę czasu z rodziną i znajomymi. Dobrze mi zrobił pobyt w kraju. Baterie zostały naładowane i czas wziąć się do roboty, aby rok 2018 był jeszcze lepszy od poprzedniego.

Rok 2017 był niesamowity pod wieloma względami. Udało mi się osiągnąć cel główny mojego wyjazdu do USA, czyli ukończenie studiów magisterskich. w poprzednim tygodniu otrzymałem ostatnią ocenę, za pracę magisterską. Udało mi się otrzymać A i zakończyć studia ze średnią 3.734 (skala 1-4), co uważam za świetny wynik. 

Pod względem podróżniczym był to mój najlepszy rok. Tylko w ostatnich 12 miesiącach udało mi się dwukrotnie odwiedzić zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych (San Diego, Seattle) , trzykrotnie odwiedziłem Europę (Anglia,  2x Polska) i do tego dochodziły wycieczki do Waszyngtonu, Bostonu, New Haven, Filadelfii i Chicago. W 2018 roku życzyłbym sobie takiej samej ilości wyjazdów. 

Teraz zaczynam nowy okres w moim życiu. Skończyłem już studia na Columbia University i czas zacząć prawdziwą pracę. Od poniedziałku zaczynam pracę na cały etat w firmie WSP, gdzie już wcześniej spędziłem 6 miesięcy odbywając praktyki wiosenne i wakacyjne. Poznałem tam mnóstwo wspaniałych ludzi i z radością wracam do tego biura, gdzie większość ludzi już znam.

Nowy rok to również zmiana mieszkania. Nie wprowadziłem się daleko od kampusu. Tak naprawdę, to przeniosłem się jeszcze bliżej uczelni, niż byłem wcześniej. A mieszkałem przecież na kampusie. Teraz moje mieszkanie jest vis-a-vis bramy wjazdowej na uczelnię. To mieszkanie wynająłem jedynie do sierpnia, ponieważ jest to podnajem od innego studenta mojej uczelni, który na ten czas leci do Włoch na praktyki. Na Columbii jest możliwość wynajmu w wewnętrznym systemie uczelni, do którego maja dostęp jedynie studenci i absolwenci. Nie potrzeba wtedy do wynajmu ani żadnych wyciągów z konta, ani dużej kaucji, ani zdolności kredytowej. Mieszkanie to pokój + łazienka  + salon z aneksem kuchennym. Zdjęcia poniżej.



czwartek, 21 grudnia 2017

To jest już koniec!

TO JUŻ KONIEC! Oddana praca oznacza zakończenie moich studiów na Columbia University. Oceny końcowe z przedmiotów i pracy mam otrzymać do piątku 22 grudnia. W lutym powinienem dostać dyplom, a na oficjalne zakończenie roku akademickiego muszę jeszcze trochę poczekać, bo aż do 14 maja 2018 roku. Na tej uczelni zakończenie roku akademickiego dla wszystkich absolwentów organizowane jest raz do roku. 


Moje walizki na pożegnalnym zdjęciu :)

Koniec studiów oznacza powrót do kraju! W końcu! W roku 2017, do dnia dzisiejszego, spędziłem jedynie 2 tygodnie w Polsce. Nigdy wcześniej, aż tak krótko, w czasie jednego roku, nie byłem. Mam nadzieję, że w roku 2018 będzie to trochę dłuższy okres czasu. Teraz zamierzam pozostać w kraju aż do 12 stycznia. 

Koniec studiów, to także koniec mieszkania w akademiku. Ostatnie 2 dni spędziłem na wyprowadzce z mojego dotychczasowego pokoju. A gdzie się przeprowadziłem? Paradoksalnie, jeszcze bliżej uczelni, niż wcześniej. Teraz będę mieszkał w mieszkaniu na rogu ulicy 116. i Amsterdam, czyli vis-a-vis bramy wejściowej do uczelni Columbia. Udało mi się wynająć mieszkanie od studenta, który wyjeżdża na praktyki do Włoch. Przez pół roku będę mógł mieszkać w umeblowanym (co w Nowym Jorku jest rzadkością) mieszkaniu. 

Od 15 stycznia zaczynam pracę i nowy etap w moim życiu. Jeszcze nie zdecydowałem jakie będą dalsze losy tego bloga, ale z tym postanowiłem poczekać do czasu powrotu do Nowego Jorku i przemyślenia moich planów na najbliższe miesiące. Teraz czas trochę odpocząć, spędzić czas z rodziną i znajomymi i naładować baterie na rok 2018. 

Wszystkim czytelnikom mojego bloga chciałbym życzyć Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! 

środa, 13 grudnia 2017

Ostatnia prosta!

Jak dziś, pamiętam jak po raz pierwszy przyjechałem do Nowego Jorku, latem 2016 roku. Dziś, napisałem swój ostatni egzamin na studiach magisterskich na Columbia University. To oznaczy tylko jedno. Niestety, ale powoli kończy się moja przygoda z tą uczelnią. 

W poprzedni piątek odbyły się ostatnie zajęcia w tym semestrze. Od poniedziałku trwają 'Study Days', czyli dni podczas których studenci przygotowują się do sesji egzaminacyjnej. A ta rozpoczyna się już w piątek 15 grudnia i trwa do 22 grudnia. Podczas tych dni wolnych Columbia przygotowała wiele atrakcji tak, aby zmniejszyć trochę poziom stresu u studentów. 

StudyBreak w Low Library

Tradycyjnie do biblioteki przyprowadzane są szczeniaki i psy terapeutyczne, aby studenci mogli się z nimi pobawić. Codziennie w innej bibliotece organizowane są StudyBreaks z darmową kawą, czekoladą i ciastkami. Nawet najbardziej reprezentatywne miejsce uczelni, czyli Low Library na cały dzień zamieniło się w miejsce gier, zabaw, koncertów i odpoczynku. Dodatkowo organizowane są zajęcia z jogi, medytacji, a także sesje z masażem pleców i karku :)

W przeddzień sesji, w czwartek, odbędzie się tradycyjnie Orgo Night. Noc przed egzaminem z Chemii Organicznej, cała uczelnia zbiera się przed biblioteką Butler w celu przeszkodzenia studentom uczącym się "na ostatnią chwilę" do tego egzaminu. Zbiera się Orkiestra Marszowa i punktualnie o północy zaczyna grać. Więcej o tej tradycji pisałem w poście z roku poprzedniego (LINK).

Dla mnie, przygoda z moją uczelnią kończy się w momencie oddania mojej pracy magisterskiej, która aktualnie jest  w stanie mocno zaawansowanym. Do dnia wylotu do Polski, czyli do 19 grudnia, muszę ją oddać fizycznie do mojego opiekuna naukowego i wtedy mogę spokojnie wracać na święta do domu.

A co po świętach? Złożyłem podanie o Post-Degree Academic Training, czyli o przedłużenie mojej wizy J-1 o następne 11 miesięcy, na potrzeby moich praktyk. Do wylotu mam dostać specjalny dokument, dzięki któremu będę mógł przedłużyć moją wizę, podczas pobytu w Polsce. Tak, jak już kiedyś wspominałem, przedłużenie wizy nie oznacza możliwości wielokrotnego wjazdu na terytorium Stanów Zjednoczonych. Jeżeli podczas przedłużonego pobytu, chcemy wyjechać z USA i wrócić, to musimy fizycznie pojawić się w Ambasadzie USA w Polsce i ponownie złożyć podanie o wizę, już z dokumentem przedłużającym nasz program. Jedyny plus tego wszystkiego, jest fakt, iż jako stypendyści Fulbrighta nie musimy ponosić kosztu wyrobienia wizy ($165). 

Już od jakiś dwóch tygodni jestem katowany świątecznymi piosenkami w sklepach, kawiarniach, centrach handlowych i nie powiem, żeby mi się nie udzielił ten klimat. Przez jakieś dwa dni, mieliśmy nawet śnieg w Nowym Jorku. 


Słyszałem, że w Polsce też mamy już śnieżny puch (o dziwo, nawet na Pomorzu!). Czas więc się pakować i wracać! 

wtorek, 5 grudnia 2017

$450 milionów darowizny dla Columbia University

Nie tak dawno temu pisałem o Giving Day (LINK) na Columbia University. W tym roku, łącznie zebrano rekordowe $15.616.036! Całkiem sporo jak na 24h zbiórki. W Stanach bardzo często słychać o dużych dotacjach od osób prywatnych na rozwój placówek edukacyjnych. W poście o Harvardzie, wspominałem o dotacji $400 milionów na Engineering School. Dzisiaj podobna informacja obiegła całe Stany Zjednoczone z prędkością błyskawicy. 

Państwo Roy i Diana Vagelos przekazali dzisiaj 'skromne' $250 milionów na rozwój Columbia University College of Physicians and Surgeons, czyli na szkołę przyszłych lekarzy i chirurgów. Z czego $150 milionów ma być przeznaczone na pomoc finansową dla studentów. Ponad 70% studentów tego collegu kończy studia z średnim długiem $190 000. Teraz ma się to zmienić. 

Koszt jednego roku na tym wydziale uczelni kosztuje $90 000. Przy czteroletnich studiach to możecie już sobie sami policzyć. Majątek! Tylko dzięki tej darowiźnie, około 420 studentów może otrzymać pełne stypendium na całe studia. Około 20% studentów na roku otrzymuje pełne stypendium. Coś czuję, że liczba aplikacji na ten wydział w tym roku drastycznie wzrośnie :) 

Dzisiejsza darowizna od Państwa Vagelos to nie była ich pierwsza pomoc dla Columbia University. W 2016 roku otwarty został nowy budynek wydziału College of Physicians and Surgeons, na który Roy i Diana przekazali $60 milionów. Budynek jest bardzo spektakularny i wygrał pełno nagród architektonicznych. Nazwany został The Roy and Diana Vagelos Education Center.

                                                            The Roy and Diana Vagelos Education Center, New York              Źródło: Google.com
Roy i Diana Vagelos
Para przekazała $310 milionów dolarów bezpośrednio, a łącznie była zaangażowana w zbiórkę łącznie $450 milionów dolarów w ostatnich latach. W podziękowaniu za ich zasługi Prezydent Columbia University Lee Bollinger postanowił o zmianie nazwy wydziału na Roy and Diana Vagelos College of Physicians and Surgeons. 

Roy i Diana spotkali się na Columbia University w 1950 roku i razem ją ukończyli. Roy w tamtych latach sam otrzymał stypendium od CU i dzięki temu mógł ukończyć studia. Teraz po kilkudziesięciu latach zapragnął pomóc nowemu pokoleniu studentów zmagających się z ogromnymi czesnymi.

Columbia University to prywatna uczelnia non-profit z budżetem ponad $10 miliardów dolarów. Duża część z tego to właśnie dotacje, od takich ludzi jak Roy i Diana Vagelos. Oby więcej takich ludzi!

piątek, 1 grudnia 2017

$ Koszty studiowania/życia w Nowym Jorku $

Wiele osób pyta mnie, jak to jest z kosztami życia w nowym Jorku. Popularna opinia jest taka, że jest to jedno z najdroższych miejsc do życia na świecie. Mieszkam już tutaj ponad 15 miesięcy i z perspektywy czasu łatwiej mi o tym wszystkim pisać. Wszystko będzie dotyczyć życia na Manhattanie, czyli właściwie najdroższego miejsca w samym Nowym Jorku. 


Zakwaterowanie

Zacznijmy od mieszkania. Upper West Side gdzie aktualnie mieszkam, jest drogą lokalizacją i znalezienie pokoju pojedynczego będzie nas kosztowało od $1200-1300 wzwyż. Warto dodać, iż przy wynajmie musimy zapłacić często za pierwszy i ostatni miesiąc oraz depozyt (miesiąc czynszu) z góry. Na start mamy do zapłaty 3 miesięczny czynsz, co przy $1300 za miesiąc, daje prawie $4000! Takie warunki czasem nie obowiązują studentów międzynarodowych, którzy nie mają konta bankowego czy też historii kredytowej. Z taką sytuacją spotkali się moi znajomi z Chin, którzy musieli zapłacić za cały rok z góry! Nooo, ale na szczęście na biednych nie trafiło, to zapłacili.

Ja mieszkam w akademiku i wynajem kosztuje $1160 miesięcznie. Nie jest to najniższa możliwa cena. Ceny w prywatnych i uczelnianych akademikach wahają się od $950 do $1450 w zależności od wielkości pokoju. 

Wyżywienie

Jak już mamy gdzie mieszkać to jeszcze musimy coś jeść. I tutaj, wszystko oczywiście zależy od tego co kto je i w jakiej ilości. Manhattan jest specyficznym miejscem, bo własnoręczne przygotowanie posiłków nie równa się z oszczędnościami. Ceny artykułów spożywczych są strasznie wysokie i jeśli dorzucimy stracony czas na przygotowanie posiłku i posprzątanie to okazuje się, że nie ma to zbytniego sensu. Ceny obiadu zaczynają się od $6-7 (chińskie bary), ale bardziej realne jest $10 za posiłek w jakimś skromnym barze. Jeśli chcemy iść do restauracji, na jakiegoś burgera czy makaron to musimy się liczyć z kosztem $12-15. Trzeba pamiętać, że ceny posiłku podane są netto. Do tego dochodzi podatek + napiwek. I tak z $10 za Burger robi się nagle $15. 


Na początku mojego pobytu żyłem strasznie skromnie, bo z przerażeniem patrzyłem na każdą cenę tutaj. Nie miałem też dużo pieniędzy i mogę powiedzieć, że w tamtym okresie wydawałem niezbędne minimum. Udawało mi się przeżyć za $350. Da się za tyle żyć, ale nie długo. Nie można ciągle jeść po kosztach, bo odbije się to na zdrowiu prędzej czy później. Z czasem mogłem pozwolić sobie na wieksze wydatki na jedzenie i teraz udaje mi się wydawać $600-650 na jedzenie miesięcznie. I to jest chyba taka kwota, że można sobie pozwolić na więcej ale też bez szału. Z taką kwota trzeba się liczyć jadąc tutaj na dłuższy pobyt. 

Ubezpiecznie

Jeśli wybieramy opcję ubezpieczenia z uczelni to 9-miesieczna opłata wynosi $3000. Wiem, że da się wykupić ubezpieczenie z Polski, ale często nie jest ono akceptowane na uczelniach i trzeba i tak wykupić uczelniane ubezpieczenie.

Czesne 

Tutaj zaczynają się te straszne kwoty :) Jeśli wybieramy studia magisterskie - program jednoroczny to koszt wyniesie ok. $70.000. Jeżeli wybieramy opcję 3 semestralna, tak jak ja to uczyniłem, to zapłacimy $50000 za pierwszy rok i ok. $25000 za trzeci semestr. Razem wyjdzie $5000 więcej, ale jeżeli korzystamy że stypendium i możemy aplikować dwukrotnie, rok po roku, to jest to dobra opcja. W koszcie czesnych mamy dostęp do siłowni, basenu i wszystkiego co oferuje moja uczelnia.

Książki

Książki są tutaj ekstremalnie drogie. Podręczniki kosztują tutaj ok. $150-200 za sztukę! Ale z pomocą przychodzi biblioteka, która posiada ogromne zbiory. Trzeba być czujnym i na początku semestru szybko wypożyczyć to co musimy, a uda nam się zaoszczędzić parę dolarów. 

Rozrywka

Bilety do kina to koszt $10-15. Na musical $70-120. Do opery, koncert $10(studenckie okazje)-100. Oferta darmowych muzeów jest duża i do większości znanych miejsc wejdziemy za darmo. Za pozostałe zapłacisz ok. $20 za wejście. 

Służba zdrowia

Nikomu nie życzę źle, ale jak już się przytrafi nam pobyt na pogotowiu to liczmy się z wysokimi opłatami. Wizyta u lekarza to $25, na pogotowiu $75. To są opłaty za samo pojawienie się (tzw. co-pay). Do tego dochodzą opłaty za rentgen czy inne czynności medyczne. Z ubezpieczeniem z uczelni nie możemy zapłacić więcej niż $500 za wizytę. Generalnie to ubezpieczenie pokrywa 80% wszystkich kosztów. 

Z mojego doświadczenia, raz byłem na pogotowiu że złamanym żebrem. Wykonano mi rentgen i wypisane leki przeciwbólowe i wypuszczony do domu. Łączny koszt ok. $1000! Z tego zapłaciłem $150. Nie chcę myśleć ile tutaj kosztują bardziej skomplikowane rzeczy, czy też operacje...

Komunikacja

Bilet miesięczny w NYC kosztuje $121, a pojedynczy $2,75. Musimy wykonywać ok. 11 przejazdów tygodniowo, żeby nam się w ogóle opłacało kupować bilet miesięczny. Żyjąc na kampusie raczej nie wykonamy tego, dlatego większość studentów nie wykupuje ich. Popularny jest też Uber, Via, Lyft, czyli usługi przewozowe. Są one czasem porównywalne z kosztem biletu na metro. Miesięcznie musimy się liczyć z wydaniem ok $150 na transport. 

Abonament

Mam wykupiony plan, który daje nielimitowane rozmowy i SMS oraz 6 GB internetu i kosztuje $42 miesięcznie w sieci AT&T. Abonament z nielimitowanym internetem zaczyna się od $65. Internet mam dodany do czynszu i kosztuje $30 miesięcznie. Biorąc go indywidualnie zapłacimy pewnie podobna cenę. 

Fryzjer

Co jakiś czas trzeba się i tam przejść :) ceny zaczynają się od $15 u latynoskich fryzjerów w mojej okolicy. Ale standardowo można oczekiwać $20-25 za męskie strzyżenie. Damskie to wiecie...sky is the limit. Przy tej cenie musimy doliczyć napiwek 20%. To jest taki standard tutaj. Jak chcecie wracać w to samo miejsce to lepiej płacić napiwek. 

Inne

Do tego dochodzą oczywiście inne opłaty, już bardziej dostosowane do indywidualnych potrzeb. Zawsze należy dodać te $100-200 miesięcznie na inne opłaty.


Jeżeli o czymś zapomniałem lub jesteście ciekawi cen innych rzeczy, produktów czy usług to piszcie śmiało do mnie na maila lub zaraz pod tym postem w komentarzu.

czwartek, 23 listopada 2017

Wizyta na Harvard Business School


Parę miesięcy temu opisywałem studia biznesowe na Harvardzie (LINK). Od tego czasu wiele się nie zmieniło, dalej myślę o aplikowaniu na program '2+2' na HBS. W tym tygodniu można było odwiedzić uczelnię Harvardu i odbyć wycieczkę po kampusie, uczestniczyć w sesji informacyjnej na temat studiów oraz wziąć udział w prawdziwych zajęciach. Postanowiłem, że udam się tam i, na miejscu, zobaczę jak to jest studiować na Harvardzie.

Pierwsze co rzuca się w oczy to ogrom tego kampusu. Na większość uczelni w Stanach, szkoły biznesowe mają jedynie swój dedykowany budynek. Tutaj, szkoła biznesowa ma swój własny kampus, jedynie dla studentów HBS! I do ich wyłącznego użytku są obiekty sportowe, biblioteki, akademiki i wszelkie inne budynki. 

Kampus Harvard Bussines School (HBS)
Najciekawszym elementem mojej wycieczki do Cambridge, MA, był udział w prawdziwych zajęciach ze studentami MBA. Zostałem przydzielony do udziału w zajęciach Technology and Operations Management. Jako, że miałem zakaz robienia jakichkolwiek zdjęć w środku klasy, posłużę się Google.

google.com

Studentów MBA na roku jest około 930. Podzieleni oni są na 10 grup. Mamy 93 studentów w jednej sali. Każdy z nich ma przydzielone swoje miejsce w sali i nie może jego zmienić, aż do końca pierwszego roku. Studenci również nie zmieniają nigdy sali. To profesorowie przychodzą do nich. Każdy student ma swoje imię i nazwisko przed sobą. Jak widać, na ścianach widnieją flagi. Na początku roku, międzynarodowi studenci mogę powiesić flagę swojego kraju. Widać jak bardzo różnorodna jest tutaj klasa. 

Podczas zajęć miałem okazję siedzieć w drugim rzędzie, zaraz koło profesora. Jako gość, nie mogłem uczestniczyć w zajęciach, ani odzywać się do nikogo. Miałem jedynie obserwować. Co ciekawe, studenci tutaj mogą przyprowadzać swoich gości na zajęcia. Niektórzy przyprowadzili swoich kolegów, braci czy kuzynów. Oczywiście w rozsądnej ilości. Było ich łącznie może trzech. I siedzieli gdzieś na schodach z tyłu. Tradycja tutaj jest taka, iż jeżeli, w trakcie zajęć, wypowiada się osoba, która przyprowadziła gościa, to po wypowiedzi następuje krótki aplauz dla niej :). 

Studia MBA oparte są tutaj na metodzie case study (metodę opisywałem w innym poście - LINK). Zajęcia trwają 80 min i są analizą jednego case'a. Profesor nie uczy tutaj w tradycyjny sposób. Profesor ma za zadanie sterować dyskusją w odpowiednim kierunku. Zadając pytania, naprowadza studentów do pewnych przemyśleń, wniosków. Tutaj, studenci w większość uczą się od siebie nawzajem, a mniej od profesora.

Case, który omawialiśmy w klasie dotyczył firmy Li&Fung, która operuje w branży odzieżowej. Wśród studentów, mieliśmy osoby, które miały styczność lub współpracowały wcześniej z tą firmą i dodawały wiele ciekawych informacji do dyskusji. I tak naprawdę jest z każdym case'em. Zawsze znajdzie się ktoś kto jest, z kraju pochodzenia danej firmy i/lub współpracował z daną firmą. 

Zabawna była sytuacja, jak profesor zapytał studentów o kraj Mauritius (wyspa na wschód od Afryki). Teraz dużo odzieży jest tam produkowane i profesor zapytał, żartobliwie "Have you ever heard anything about Mauritius?". I jeden student (o jasnych blond włosach)  zgłosił się i mówi, że jego rodzina pochodzi z Mauritiusa  i często tam bywa. To pokazuje, że na HBS są studenci z każdego zakątka globu, z każdej możliwej branży i  z niesamowitym doświadczeniem życiowym. 

Zajęcia trwały 80 min, studentów jest 93, a miałem wrażenie, ze każdy coś powiedział. Jak profesor zadał jakiekolwiek pytanie to momentalnie było 20 osób chętnych do odpowiedzenia lub też wyrażenia opinii na jakiś temat. Niesamowite!

Ta wizyta dała mi dużo do myślenia. Mając techniczny 'background', nie brałem nigdy udziału w zajęciach tego typu. I chyba dlatego wydają mi się one tak ciekawe. Jest to nauka niesamowicie intensywna. Codziennie odbywają się 2 lub 3 zajęcia. W tygodniu jest łącznie 16 h zajęć. Przygotowanie do nich zajmuje pewnie dwa razy tyle. Ale właśnie o to w tym wszystkich chodzi. 

Wiele ludzi mnie pyta jakie widzę różnice w systemie nauczania w Stanach i w Polsce. To właśnie tu macie jeden przykład. Ilość godzin lekcyjnych. Pamiętam na drugim czy trzecim roku miałem prawie 40 h zajęć, które były rozłożone od 7 rano do 21 wieczorem z ciągłymi 'okienkami'. Jak można w takim systemie robić coś własnego, przygotowywać się do zajęć efektywnie, czy po prostu uprawiać jakiś sport poza godzinami? No nie za bardzo... Zredukujmy ilość godzin zajęć lekcyjnych o połowę. Połączmy je w bloki 2-3 godzinne, tak aby unikać 15-minutowych przerw, które dodane tworzą zmarnowane 2 godziny dziennie.  I wymagajmy myślenia i analizy od studentów, a nie wkuwania definicji i teorii na pamięć. Może to jest jakiś pomysł na poprawę sytuacji w Polsce...

Dajcie mi stanowisko ministra edukacji, a gwarantuje, że to wprowadzę :)

Wracając do tematu to zaczynam coraz intensywniej myśleć o studiach na HBS i aplikowaniu w kwietniu 2018. Jak na razie chcę ukończyć magisterkę na Columbia University i wtedy skupić się na tym. Zobaczymy co się wydarzy do tego czasu :)